Jak fajnie, będą się lać. Na miejscu liczyłam, że się zabiją, a tu proszę trochę krwi i koniec. To ja już widziałam dużo lepsze bójki w sierocińcu. Max leży na ziemi, dobić go czy nie.
- On żyje ? - podeszłam do niego
- Raczej - wzruszył ramionami
- Wiesz, że my demony jesteśmy ... Mściwie ? - szturchnęłam leżącego chłopaka. Nie chce mi się go zbierać, czy ja nie mam co robić ?!
- Ale się boje - zaśmiał się
- Śmiej się z niego, ale nie z mojej rasy - zagroziłam - Idź już, następnym razem nie będę taka miła ! - Kolejny idiota, ile ich tutaj jest ?!
- Rób co chcesz - wzruszył ramionami i poszedł gdzieś
- Co ja mam z tobą zrobić - westchnęłam i kucnęłam obok niego - Ej - szturchnęłam go raz - No ej ! - szturchnęłam drugi raz, nawet nie drgnął- Kurde Max wstawaj bo Cię tutaj zastawie - walnęłam go lekko w twarz, no proszę obudził się
- Co? - zapytał
- Przegrałeś ! - zaczęłam się z niego śmiać - Dalej wstawaj , albo idę sama - powiedziałam znudzona . Jednak fajnie się oglądało jego porażkę, choć nie powiem myślałam , że wynik będzie inny. Wróciliśmy do akademii, poszedł o własnych siłach do siebie do pokoju to aż cud. Na następny dzień wzięłam łuk i wybrałam się do lasu, nagle zauważyłam Thane'a zeskoczyłam z drzewa stojąc przed nim i ze strzałą skierowaną w jego kierunku
- Bu! - mruknęłam z wrednym uśmiechem
- Ale zabawne - zaśmiał się biorąc to za żart ... Ale ja nie żartowałam
- Ja nie żartuje, klękaj i błagaj o litość - uśmiechnęłam się wrednie, no co on nie miał litości więc dlaczego ja mam mieć ?
- Tak , tak - machnął na mnie ręką . Pierwsza strzała trafiła w rękę, szybkim ruchem miałam już drugą naciągniętą na cięciwę
- Ej wyhamuj ! - zawołał wyciągając sobie strzałę
- Nie - mruknęłam strzelając mu w nogę , upadł na kolana
- Hmm, dobra tak może być - schowałam łuk i poszłam drogą prostą z wrednym uśmiechem, jak ja dawno nikogo nie uszkodziłam
(Thane?,Max?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz