-zasłabłem na lekcji no i mają mi powiedzieć co mi jest. Dostałem już do picia krew.-powiedziałem.
-a kiedy sie dowiesz?-spytała dziewczyna głaszcząc koto perza.
-jutro z rana. Ale jak na razie przez dwa dni nie zamierza mnie piguła stąd wypuścić.-odparłem.
-no tak. to ide. cześć-powiedziała i wyszła z kotem na rękach.
Zostałem sam w gęstej ciemności, nawet za oknem nie było gwiazd.
Obróciłem się na prawy bok i próbowałem przetrwać noc.
Nie powinno mi nic być...
Wampiry przecież nie chorują..
No ale w sumie jestem tylko mieszańcem.
Po cichu wstałem i zaklęciem przywołałem książkę.
Zaśweciłem światło i zacząłem szukać.
i znalazłem.
Że choroba może być jedynie genetyczna jeśli chodzi o wampiry i jesli rodzice hybrydy byli kiedyś ludźmi. a moja mama była kiedyś człowiekiem...
A chorobą może być nowotwór...
Zamknąłem książkę i odesłałem ją.
Rzuciłem na siebie zaklęcie niepamięci i usnąłem...
Nie chciałem wierzyć w to.
[Taiga?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz