środa, 7 maja 2014

Od Max'a - C.D Taigi

- Problem w tym że go nie mam
- Sam mówiłeś że...
- Nie w tym sensie, nie mam go przy sobie, jest u mnie w domu
- Domu?
- Mhm, musimy tam pójść, na szczęście to tylko kilka kilometrów stąd
- To ja idę i zaraz wracam
- Dobra - zgodziłem się i również wyszedłem z hali
Wróciłem do swojego pokoju się przebrać i wykąpać. Teraz tylko czekałem na Taigę. Po kilku minutach przyszła
- Gotowa?
- Tak - pokiwała głową
- To ruszajmy
Wyszliśmy z akademika kierując się w stronę głównej bramy. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy na miejsce. Przed nami stał wielki dom.
- To tutaj - powiedziałem idąc w stronę drzwi wejściowych
- Pięknie - rozejrzała się po okolicy
- Raczej przygnębiająco i pusto - stwierdziłem - Musimy być cicho, ojciec może być w domu
- Dobra
Otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka. W  całym domu było cicho.
- Musimy dotrzeć do mojego pokoju
Weszliśmy po schodach kierując się do jednego z pokoi. Było to małe pomieszczenie w którym stało łóżko i tylko kilka mebli.  Bez problemu odnalazłem szafkę w której znajdował się czerwony rubin.
- To rubin?
- Tak
- Piękny
- Teraz możemy już iść - stwierdziłem z uśmiechem kierując się do wyjścia
- To ty Matt? - usłyszałem głos dochodzący z dołu
Obejrzałem się na Taigę szła po cichu za mną
- Nie mów że znowu cię zawiesili - powiedział - Rok temu było to samo, skoro uczyć się nie chcesz to powinieneś pójść do pracy i zarobić na siebie
Westchnąłem i zacząłem schodzić po schodach.
- Chociaż zapewne nawet dobrej pracy nie znajdziesz.. Mieszańców nigdzie nie zatrudnią, chyba że w cyrku by straszyć dzieci
- Po pierwsze mam na imię Max, nawet imienia jedynego syna nie potrafisz zapamiętać..- powiedziałem powstrzymując się od zbędnych komentarzy schodząc po schodach na dół - I nie, nie zawiesili mnie, nadal się uczę - odparłem - To że jestem kim jestem, nie jest to moja wina - powiedziałem - I może choć raz nie będziesz mnie traktować jak wybryk natury.. - stanąłem naprzeciwko niego
- Nie mogę, bo tym właśnie jesteś, w innych rodzinach rodzą się normalne dzieci, ale ty..
- Nie musisz dokańczać, znam na pamięć twoje teksty - powiedziałem - Ale może chociaż dziś już się nie odezwiesz i dasz nam wyjść..
- Nie - powiedział ostro - Po co tu przyszedłeś?
- Nie twoja sprawa - zapewniłem
- Nie przedstawisz mnie? - zapytał dostrzegając Taigę za moimi plecami
- Wątpię czy chciała by poznać kogoś takiego jak ty
- Jak możesz zwracać się tak do ojca! - krzyknął
- Nigdy nim nie byłeś - powiedziałem cicho wymijając go i ruszając w stronę wyjścia
Na zewnątrz był już wieczór. Padała lekka mżawka.
- Możesz tu już nigdy nie wracać! - usłyszałem ostatnie zdanie ojca  i ruszyłem przed siebie
- Bardzo chętnie - westchnąłem pod nosem
Odwróciłem się do Taigi. Cały czas stała cicho i się nie odzywała, teraz chciała coś powiedzieć ale w końcu nic nie wypowiedziała.
- Było dobrze - uśmiechnąłem się
- Dobrze? - zdziwiła się
- Tak, tym razem mnie nie uderzył, to naprawdę wielki postęp - zaśmiałem się i popatrzyłem  chwilę na dom
Kiedyś było to piękne miejsce. Wszystko było w porządku. To było najlepsze miejsce na ziemi - kiedyś tak uważałem, lecz teraz  nienawidzę tu przychodzić. Cieszę się na samą myśl że zostało jeszcze kilka lat nauki w szkole.
- Skoro mamy już to po co przyszliśmy to możemy już iść - stwierdziłem ruszając przed siebie aby jak najszybciej opuścić to miejsce
Taiga nie ruszyła się z miejsca tylko przyglądała się ogrodowi który znajdował się obok budynku. Jej wzrok utkwiony był na drzewie obok zywopłotu.
- Taiga - zawołałem - Pośpiesz się bo przemokniemy - zatrzymałem się i chwilę na nią popatrzyłem
Spojrzała się w moją stronę  milcząc.
- To nie czas na zwiedzanie - powiedziałem zmęczony - Pośpiesz się, musimy jeszcze zabić wyrośniętego psa, a teraz już na pewno to zmokły, śmierdzący pies - westchnąłem
(Taiga?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz