Ubrałem się w koszulę bez rekawów, i oczywiście jej nie zapinałem, bo było zbyt gorąco.
Zszedłem na dół.
-lecę na próbę i koncert-rzuciłem do ojca, wziąłem klucze od mercedesa i z bratem pojechałem na próbę do zespołu.
Podwiózł mnie, bo wiadomo że nie będę w stanie wracać sam do domu.
Podwiózł mnie, bo wiadomo że nie będę w stanie wracać sam do domu.
W miejscu koncertu gadałem ze znajomymi, jakaś impreza mała.
Poszedłem z kumplem do sklepu po whiskey,
I wracając zauważyłem na ławce pewną dziewczynę...
Ale poszedłem dalej.
Później na koncercie daliśmy czadu, pomijając że Matt zerwał strunę, a ja wylałem piwo na sprzęt.
Po zagraniu jakieś dwie dziewczyny poprosiły mnie o "tatuaż " markerem.
Podpisałem się, a później z jedną wymieniłem numerem.
N ie byłem w trzeźwym stanie.
Tydzień później grałem koncert w innej miejscowości, i też spotkałem ta dziewczynę, mieliśmy wspólnych znajomych. i to był moj ostatni koncert.
Dostałem dziwaczny list, mówiący że jestem jakąś tam istotą i mieszanką.
Kłótnia z rdzicami była nie możliwa.
2 lata później.
Szedłęm na zajęcia z runów. Nawet ciekawe... ale strasznie dziwne...
już 3 rok to miałem, ale zero ogar. może znałem z 5 najpotrzebniejszych runów, ale nic poza tym.
Zamyślony szedłem i potrąciłem ramieniem jakąś dziewczynę.
-przepraszam-powiedziałem i poszedłem dalej.
na lekcjach było nudno.
dosiadłęm się do jakiejś dziewczyny z młodszego roku.
Kojarzyłem ją skądś...
[Evie?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz