Jeśli jest tutaj więcej takich jak on, to zwariuje szybciej niż mi się wydaje. Przechodziłam przez park, kiedy zauważyłam na ziemi szkicownik, aż trudno byłoby nie podejść i nie zobaczyć co tam jest. Szkice nie były takie złe, do póki nie dowiedziałam się czyje one są. Zajrzałam na koniec
- Shane Raven - powiedziałam na głos - Nie, nie znam takiego - wzruszyłam ramionami i przeglądałam spokojnie dalej
- Nie wiesz, że nie przegląda się cudzych rzeczy ?
- Nie wiesz, że nie zostawia się swoich rzeczy na ziemi ? - zapytałam ironicznie, ciekawie się go denerwowało. Spojrzałam na nadgarstek - K*rwa - warknęłam sama do siebie, bransoletka musiała mi się obluzować i gdzieś spaść. Chłopak spojrzał na mnie dziwnie - Masz - wepchnęłam mu to w ręce i wstałam przypominając sobie gdzie byłam
- Co taka zmiana ? - zakpił
- Nie twoja sprawa - burknęłam rozglądając się po ziemi, może spadła mi jak jeździłam. Bez słowa poszłam tą samą drogą do skateparku, rozglądałam się po drodze, czy nigdzie nic nie leży. Nie mogłam jej zgubić, była dla mnie zbyt ważna. Nie zwracając zbytnio uwagi na ludzi szłam wypatrując czarnej zguby . Ani śladu, przepadła, ch*lera ! Przeszłam wszystkie miejsca w których byłam, albo po prostu szukałam w złym miejscu, albo ktoś znalazł i się teraz cieszy. Wolnym krokiem poszłam z stronę szkoły
( Shane ? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz