Następnego dnia spotkałem się z Thane tam gdzie zwykle.
- Chcę pogadać - zacząłem
- Ja też - przyznał - wiem że chcesz się ze mną pogodzić i ..
- Co? - wybuchnąłem śmiechem - Ja mam się z tobą godzić?
- Wyczytałem to z twoich myśli..
- Głupi czarownicy - prychnąłem - Bardzo łatwo popełniacie błędy, a do tego taki niedoświadczony młokos
- Nie rozumiem - zaczął zdziwiony
- Nie tak łatwo wnikać do głowy demona, widziałeś to, co ja chciałem widzieć
- Chciałeś się pogodzić, jestem pewien
- Nie z tobą, tylko z Taigą i chodziło o walkę o śniadanie - zaśmiałem się - Do ciebie przyszedłem w innej sprawie
- Jakiej?
- Odnośnie walki - odpowiedziałem - Teraz będziesz gryzł ziemię
- Chcesz przegrać po raz trzeci?
- Teraz ja wygram - powiedziałem pewny siebie - Potrzebowałem tylko dwóch potyczek z tobą by cię rozgryźć i sprawdzić
- Ciekawe.. - zaczął i rzucił się do ataku
Szybko zrobiłem unik i podciąłem go tak że padł na ziemię.
- Po pierwsze nie umiesz panować nad sobą
- Już po tobie - warknął
- Po drugie strasznie się wywyższasz , niedługo popadniesz w samouwielbienie - zaśmiałem się
Ruszył na mnie z pięściami. Udało mi się niektóre z nich obronić, a pozostałe nie zrobiły mi najmniejszej szkody. Kopnąłem go z kolanka, tak że zgiął się w pół
- Po trzecie jak ruszasz do ataku pięściami to zawsze opuszczasz lewy bark - powiedziałem uderzając go w niego z całej siły - Może to jakiś uraz? - zaśmiałem się
- Nie powiem kto teraz się wywyższa - syknął i podszedł o krok by przystąpić do ataku
- I po czwarte zawsze dajesz krok, dwa w przód zanim zaatakujesz - zaśmiałem się po raz kolejny powalając go na piach - Jesteś całkiem zabawny - spojrzałem na niego, cały był brudny w błocie i piachu
- Zaraz mnie popamiętasz..
- Robisz się wkurzający i i rytujący - ziewnąłem patrząc jak podnosi się z ziemi - Jak kończysz walkę to zawsze kopiesz do utracenia nieprzytomności przeciwnika, to bardzo nieładnie z twojej strony. Niesportowe zachowanie, zero szacunku - westchnąłem
Podszedł do mnie i uderzył w ramię
- Nieźle - pochwaliłem - Na ogół czarownicy nie mogą równać się z demonami, jesteśmy lepsi pod każdym względem
- Jasne - prychnął przymierzając się do ciosu
Złapałem go za kołnierz i przysunąłem by dokładnie mnie słyszał
- Nie waż się zadzierać z demonami
- Masz na myśli siebie?
- Nie, mówię o Taidze, nie waż się jej tknąć - warknąłem wściekły - Tylko choćby włos jej z głowy spadnie to oberwiesz tak że się nie podniesiesz, żaden czar ci nie pomoże gdy coś jej zrobisz
- A co się tak przyczepiłeś? Powinieneś pilnować siebie - zaśmiał się szyderczo - Czemu ci tak na niej zależy co? - zaśmiał się szerzej
- Wcale mi nie zależy - prychnąłem siląc się na lekceważący ton - Po prostu ją trochę... polubiłem i tyle - westchnąłem
- Nigdy nie składam obietnic, a co dopiero demonom
- Teraz zrobisz mały wyjątek - zaśmiałem się - Pamiętaj tylko coś jej zrobisz - ostrzegłem popychając go na drzewo i znikając wśród drzew skierowałem się w stronę akademii.
(Thane?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz