- Nie umiem opowiadać bajek - powiedziałem
- Historię? Opowiadanie, cokolwiek?
- Coś się znajdzie - powiedziałem siadając w rogu łóżka
- Więc zaczynaj
- Dawno, dawno,dawno,dawno,dawno,dawno,dawno tamu za rzekami, lasami, łąkami, górami, oceanami, jeziorami, pustyniami..
- Weź się nie wydurniaj - powiedziała
- No dobra, już wiem - powiedziałem - Ale nie jest to bajka
- Byle by ciekawe
- W pięknej rezydencji mieszkała pewna rodzina. Ojciec był jak zwykle zapracowany, a matka nie miała czasu dla swojego czteroletniego syna. Chłopak można powiedzieć wychowywał się sam. Nie miał żadnych przyjaciół. Pewnego dnia znalazł młodego kruka ze złamanym skrzydłem. Nie mówiąc nikomu wziął go ze sobą i go wyleczył. Wypuścił ptaka na wolność, lecz ten ciągle wracał. Nie chciał opuszczać chłopca. Bardzo szybko stali się przyjaciółmi. Wszędzie ze sobą chodzili. Kruk ochraniał go przed różnymi niebezpieczeństwami a także rozbawiał gdy chłopiec płakał. Pewnego jesiennego poranka czterolatek się obudził. Dziś były jego urodziny. Nikt o nich nie pamiętał. Pobiegł do sypialni rodziców ale nikogo tam nie zastał. Wrócił do pokoju smutny i zaczął się ubierać. Po południu ojciec wrócił z pracy. Był bardzo rozgniewany. - przerwałem - Całą złość rozładował na dziecku. Kruk próbował ochronić chłopca lecz zginął. Chłopiec dowiedział się że jego matka odeszła. Ojciec powiedział że to wszystko przez niego że nie urodził się normalny, tylko był mieszańcem. Wziął swojego jedynego przyjaciela na ręce i gorzko zapłakał. Zabrano mu ostatnią bliską mu osobę. Pochował kruka w ogrodzie, przy drzewie gdzie zawsze spędzali wolny czas.
- Smutne - powiedziała Taiga spoglądając na mnie
- Ale prawdziwe.. - patrzyłem w podłogę przecierając oczy i siląc się na uśmiech
- Co było potem? - zapytała
- Chłopiec znienawidził swoich rodziców. Jedyną bliską mu osobą był kruk, lecz ten zginął. Co jakiś czas przyjeżdżała ciotka, siostra ojca. Jako jedyna się nim zajmowała. Gdy chłopiec dorósł zaprzysiągł sobie że na zawsze będzie sam, by nikogo nie skrzywdzić tak jak robił to jego ojciec. Obiecał sobie że nigdy już z nikim się nie zaprzyjaźni, gdyż wierzył że najpiękniejsza była przyjaźń z krukiem, jego jedynym przyjacielem
- Skąd znasz tą historię?
- Słyszałem.. ją.. gdzieś. - powiedziałem siląc się na normalny ton - Powinnaś pójść spać. Zaraz wrócę
Wyszedłem z pokoju. Wróciłem do siebie. Nikogo nie było w pokoju. Shane gdzieś pewnie wyszedł. Usiadłem na łóżku ciężko oddychając. Przypomniał mi się Blacky, kruk z opowieści. Westchnąłem i chwilę posiedziałem w samotności. Wziąłem poduszkę i koc i ruszyłem w stronę pokoju Taigi. Zapukałem i wszedłem do środka .
- Dobrze się czujesz? - zapytała patrząc się na mnie z zaciekawieniem
- Tak - przyznałem kładąc się na podłodze - Rozbolała mnie tylko głowa. Dobranoc - uciąłem i odwróciłem się plecami od niej zamykając z ulgą oczy.
(Taiga?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz