Siedziałam i grałam.
Zastanawiałam się, dlaczego raz jestem agresywna a później zwykle tego nie pamiętam i na odwrót.
Zastanawiała mnie moja podwójna natura. Jakbym miała rozdwojenie jaźni a tego nawet specjaliści nie umieli stwierdzić.
Plus te dwa tygodnie w zakładzie psychiatrycznym. Koszmar.
Pewnego ranka latem dostałam list.
Nie rozumiałam. Rodzice byli pełni ulgi.
Myślałam "to żarty" ale to jednak nie żarty.
Prawdziwa rzeczywistość.
Zakład śnił mi się.
Obudziłam się w pociągu który zmierzał do szkoły.
Czasem śni mi się ten dzień.
Pewnie nie tylko mi.
Wysiadłam na odpowiedniej stacji.
I pojechałam powozem do szkoły.
W szkole moje rzeczy zostawiłam w pokoju który mi przydzielili na nowo.
Tamten był zajęty przez wilki zmieszane z wampirami.
Miałam cały pokój dla siebie.
I łóżko piętrowe. nieźle.
Wyszłam ze słuchawkami w uszach i od razu się wywróciłam.
au...
-wszystko w porządku?-spytał jakiś chłopak.
-z Tobą czy ze mną? bo to ja oberwałam drzwiami-odparłam.
-nie denerwuj się... chodź pójdziemy do skrzydła szpitalnego.
-nic mi nie jest.
-to się okaże-powiedział i nie miałam wyboru. musiałam z nim iść, bo kręciło mi się w głowie.
[Thane?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz